Unique Melody MEST Mk2 – lepsze wrogiem dobrego?

Unique Melody MEST Mk2 to następca dobrze znanego i dobrze ocenianego również na naszym rynku modelu. Właśnie – czy to następca czy może po prostu wersja z innym strojeniem? O tym jak to wygląda z mojego punktu widzenia możecie przeczytać poniżej.

Zawartość opakowania

Słuchawki otrzymujemy w czarnym pudełku z magnetycznym zapięciem. Po otwarciu pokrywy naszym oczom tradycyjnie już ukazuje się etui Dignis zawierające słuchawki wraz z kablem. W dolnej części pudełka mamy tym razem wysuwaną szufladkę, a w niej tipsy, ściereczkę, kartę gwarancyjną. Oprócz tradycyjnych silikonów otrzymujemy pianki Comply oraz Azla Xelastec.
Kilka osobnych słów wypada poświęcić kablowi. Unique Melody tym razem nawiązało współpracę z PW Audio i taki kabel znajdziemy w zestawie. Sprawia on lepsze wrażenie wizualne niż jego poprzednik, jest bardziej poręczny, miękki i elastyczny.

Wygląd i budowa

Na pierwszy rzut oka słuchawki są podobne do pierwotnej wersji. Dokładniejsza analiza, czy też samo umiejscowienie ich w uszach wskaże nam jednak pewne różnice. Zewnętrznie, zamiast zatopionych w muszlach skrawków materiału przypominających włókno węglowe, tym razem mamy jakby płatki złota. Inne jest też wyprofilowanie muszli od wewnętrznej strony, co przekłada się na zmiany w ergonomii. To oczywiście kwestia anatomiczna i indywidualna, natomiast mnie taki kształt bardziej odpowiada. Słuchawki są dla mnie wygodniejsze, łatwiej również uzyskać mi satysfakcjonujący seal. Mk1 musiałem trochę dociskać aby zniwelować niezgodność kształtu z uchem. Tu nie ma takiej potrzeby, seal mam w zasadzie natychmiastowy.

Pewne różnice nastąpiły także wewnątrz. Teraz mamy:

  • dynamik odpowiedzialny za bas,
  • dwie armatury odpowiedzialne za tony średnie,
  • dwie armatury odpowiedzialne za wysokie,
  • dwa elektrostaty odpowiedzialne za super-wysokie,
  • przetwornik mający wykorzystywać przewodnictwo kostne, tym razem jednak dwuczęściowy, pokrywający całe pasmo.

Pomijając strojenie, to on stanowi główną różnicę i ma obsługiwać wyższe niż dotychczas częstotliwości.

 

Analiza dźwięku

Przejdźmy zatem do najważniejszej części, a więc wrażeń z odsłuchu. Tym razem będzie to wyglądać trochę inaczej, bowiem opisując wrażenia odsłuchowe będę odwoływał się do pierwszej wersji. Bardzo mnie ciekawiło jak wypadnie to porównanie i co udało się poprawić, słuchawki brzmiały bowiem przynajmniej bardzo dobrze biorąc pod uwagę reprezentowaną półkę cenową. No właśnie. Czy zauważymy, że coś obiektywnie zostało poprawione czy też po prostu zmienione lekko strojenie?

Pierwsze co dostrzeżemy to z pewnością zmiana w dolnym zakresie. Subbasu jest zauważalnie więcej w porównaniu do poprzednika. Nadal to nie jest jakiś subwoofer 😉 i nie granie z stylu LX, ale jest go więcej. Szczęśliwie nadal jest dobrze, a nawet bardzo dobrze kontrolowany. Midbas bez spektakularnych zmian.

Średnica niespecjalnie odbiega, przynajmniej wg mnie, od poprzedniej wersji. Po wyjęciu z pudełka pozostawała trochę pod wpływem basu, który gorzej kontrolowany wlewał się na jej niższe fragmenty. Szczęśliwie, po wygrzaniu słuchawek przez około 60 godzin, nie było już po tym śladu.
W tym miejscu wypada wspomnieć, że wersja Mk2 również wymaga wstępnego wygrzewania. Możliwe, że część nowych nabywców z tego właśnie powodu sprzedaje słuchawki, słuchając ich przez godzinę, dwie i dochodząc do wniosku, że nie podobają im się. Na taką wersję sam zresztą trafiłem kupując je z drugiej ręki. Nie były wygrzane i pierwotny nabywca nie miał szans na prawidłowy odsłuch.
Wracając do meritum, średnica wydaje się dość neutralna, nie tak wyeksponowana jak bas i soprany. Nie jest ani cienka, ani wyraźnie pogrubiona. Wokal, podobnie jak wcześniej, jest delikatnie wysunięty do przodu. Przejście do sopranów jest tym razem łagodne, nie znajdziemy tu wypominanego peak’u w wyższej średnicy.
Góra jest znów podbita, ale jednocześnie zauważalnie przytemperowana w stosunku do Mk1. Wydaje się grubsza i twardsza, nie jest tak iskrząca. Z pewnością takie strojenie spodoba się osobom wrażliwym na wyższe częstotliwości, nie lubiącym zbyt natarczywej góry czy korzystającym z jaśniejszych źródeł. Treblehaed’owi chyba jednak mniej przypadną jednak do gustu. Unique Melody wcześniej nieco zaszalało, teraz jakby zawstydziło i tym razem nie wychyliło już tak bardzo z szeregu. To mniej więcej taka sama droga jaką obrało Campfire Audio w Andromedach 2020.
Z jednej strony mamy mieć obsługę wyższych częstotliwości, z drugiej wrażenie możemy odnieść wręcz odwrotne. Zmiana strojenia wpłynęła też na wrażenia kreowanej przestrzeni. Niestety, mamy nieco mniej powietrza, wszystko jest takie bardziej zwarte.

Podsumowanie

Na koniec odpowiedź na zadane na początku pytanie. Moja zupełnie subiektywna. Dla mnie Mk2 to pójście w bok i raczej nie nazwał bym tego upgrad’em. Downgreadem na szczęście też nie, niczego nie zepsuto. Po prostu jest inne strojenie, bardziej chyba nastawione na rynek masowy, dające większą uniwersalność gatunkową. Mk2 nie są ani lepsze ani gorsze, są po prostu trochę inne. Każdy będzie musiał sam zdecydować jakie strojenie odpowiada mu bardziej. Mnie chyba jednak pierwowzoru i trochę mi szkoda, że poprzez takie ugrzecznienie, ujednolicenie, podobnie jak w przypadku Andromed 2020, straciliśmy trochę tego niepowtarzalnego klimatu.

P.S.
Tym razem bardziej ubogo graficznie.Rynek wydaje się mieć inne zdanie od mojego i słuchawki sprzedałem zanim zdążyłem wykonać więcej zdjęć 😉

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Tomasz

Blogger? ;)

Blogger – amator, pasjonat muzyki i sprzętu umożliwiającego jej odtwarzanie.

Tomasz Mirowski

Moje ulubione
Potencjalny sponsoring
Inne